Liverpool – Manchester United. Klasyk ze wskazaniem

United vs. City? Liverpool vs. Everton? A może derby Londynu? Nic z tego, najważniejszym meczem Premiership jest i długo jeszcze pozostanie klasyk Liverpool FC – Manchester United. Najbliższe starcie The Reds z Red Devils w tę niedzielę na Anfield Road. Fani obu klubów i nie tylko będą mogli przekonać się po raz kolejny, która czerwień okaże się zwycięska.

Garść statystyk, szczypta historii

Jeśli ktoś zapyta „dlaczego?’, to albo zrobi to retorycznie, albo nie zna się na historii futbolu. Manchester United i Liverpool wspólnie mają na koncie o jedną trzecią więcej tytułów Mistrza Anglii niż Arsenal, Chelsea i ManCity razem wzięte. Od pierwszego meczu w 1894 roku, legendarnego barażu o miejsce w pierwszej lidze, wygranego 2:0 przez Liverpool, każdy mecz między gigantami z dwóch rywalizujących z sobą miast północno-zachodniej Anglii elektryzuje wszystkich.

I to bardzo serio – w ponadstuletniej historii zdarzyło się tylko 8 (słownie: osiem) transferów między tymi klubami, ostatni w 1978 roku. Zaś złota era ManU pod rządami sir Alexa Fergusona, zaraz po złotej erze Liverpoolu, zaczęła się od specjalnej motywacji, którą sam bohater skwitował jednym z najsłynniejszych zdań w historii futbolu: Dla mnie największym wyzwaniem było strącenie Liverpoolu z ich pieprzonej grzędy. I możecie to wydrukować.

Słabe widoki dla United

Jak będzie w niedzielę? Według informacji od https://baseball-statistics.com, zdecydowanym faworytem są gospodarze. The Reds właśnie doczekali się potknięcia City w meczu z Chelsea i objęli prowadzenie w Premiership. Ich bilans w meczach u siebie jest rewelacyjny: 6-1-0. Czerwone Diabły z kolei tracą na różnicy zdań między Jose Mourinho a kilkoma zawodnikami i są już poza ścisłą czołówką (6. miejsce z 8 pkt straty do Arsenalu). Także wyjazdowy bilans z 3 porażkami nie wskazuje na nich jako kandydatów do sukcesu. W tej sytuacji remis dla ManU jest maksimum oczekiwań.

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

Nie bez znaczenia będą ostatnie mecze w Champions League. Atak z 3. miejsca i wygrana Liverpoolu nad Napoli z awansem to duży rozpęd przed niedzielnym klasykiem. Po drugiej stronie mamy porażkę United z Valencią po samobóju i pokaz nieskuteczności w obronie. Wystarczy wkleić gola Salaha przeciw Napoli z popisem szybkości i dryblingu w polu karnym w obrazek z nieporadnością obrońców United przy pierwszej bramce Valencii – i prognozy budują się same. Liverpool powinien to wykorzystać i wygrać ze spokojną przewagą dwóch goli. Zresztą Paul Ince, w przeszłości gracz obu klubów, wyraził niedawno opinię, że jedynie trzech graczy ze składu ManU zmieściłoby się w pierwszej jedenastce The Reds.

Wszystko to wiemy – na koniec coś niby oklepanego, ale bardzo celnego: derby rządzą się swoimi prawami. Jedno jest prawie pewne – ten mecz nie skończy się bezbramkowym remisem. A taki właśnie wynik padł na Anfield rok i dwa lata temu…

Autor: Łukasz Nowicki

Podziel się